Ochrona sów w Polsce, 2026


Pod skrzydłami nauki. Obrączkowanie sów trwa krótko, ale jego znaczenie rozciąga się na całe lata. Mała metalowa obrączka założona pójdźce lub uszatce pozwala rozpoznać konkretnego ptaka, sprawdzić jego wędrówki, miejsce lęgu, przeżywalność i skuteczność działań ochronnych. Dla ornitologów to precyzyjne narzędzie badań i ochrony gatunków. Życie pójdźki w Polsce zależy od człowieka: od pozostawionej dziupli, zamontowanej budki, i zachowanej mozaiki pól, łąk oraz starych drzew. A o to ostatnie coraz trudniej.

Za wieloma takimi działaniami stoją ludzie, którzy przekładają misję i pracę w terenie, nad odpoczynek i własny komfort. Jednym z nich jest Edwin Siwek, pasjonat ochrony sów, obrączkarz i człowiek, dla którego nocne kontrole, montaż budek oraz wspinanie się do wysoko położonych miejsc lęgowych są częścią konsekwentnej pracy na rzecz ochrony przyrody. Gdy trzeba założyć budkę, sprawdzić lęg albo bezpiecznie dotrzeć do gniazda, korzysta ze sprzętu wspinaczkowego i doświadczenia, które wymaga nie tylko wiedzy, lecz także siły, opanowania i bardzo dobrej kondycji. W ochronie sów takie zaangażowanie ma szczególne znaczenie. Budka zawieszona w odpowiednim miejscu może zastąpić utraconą dziuplę, a obrączka założona młodej sowie może po latach opowiedzieć historię jej przetrwania. Edwin Siwek poświęca tej pasji swój wolny czas, a działa w ramach Stowarzyszenia Ochrony Sów.

Obrączka zakładana na nogę ptaka ma indywidualny numer. Jest lekka, dobrana do gatunku i rozmiaru, a założona prawidłowo nie przeszkadza sowie w poruszaniu się, polowaniu ani w późniejszym wychowywaniu młodych. Samo obrączkowanie trwa krótko. Doświadczony obrączkarz wyjmuje ptaka z gniazda lub budki, sprawdza jego kondycję, wiek, wykonuje pomiary, zapisuje miejsce i datę, a następnie odkłada zwierzę do jego domu.

Pójdźka, czyli Athene noctua, to niewielka sowa krajobrazu rolniczego, związana z otwartymi przestrzeniami, pastwiskami, niską roślinnością, starymi sadami, wierzbami głowiastymi i zabudową wiejską. Dawniej korzystała z naturalnych dziupli w starych drzewach, ze szczelin w budynkach i otworów wentylacyjnych. Dziś wiele z tych miejsc znika: drzewa są wycinane, budynki modernizowane i uszczelniane, a wieś traci dawne elementy, które przez dekady dawały sowom schronienie. Dlatego ochrona sów zaczyna się od rozpoznania stanowisk do montażu budek, które później można kontrolować. Sama budka nie rozwiązuje problemu, jeśli wokół brakuje odpowiedniego żerowiska. Pójdźka potrzebuje niskiej roślinności i miejsc do czatowania. Uszatka, czyli Asio otus, to sowa częściej występująca w Polsce niż pójdźka, ale nie mniej interesująca. Nie buduje własnych gniazd. Korzysta z opuszczonych gniazd ptaków krukowatych i drapieżnych. Jej obecność często zdradzają młode: po wylocie z gniazda potrafią wieczorami głośno nawoływać rodziców.

W obu przypadkach, pójdźki i uszatki, obrączkowanie jest częścią większej układanki. Nie ma sensu bez monitoringu, ochrony siedlisk, rozmów z mieszkańcami, współpracy z właścicielami gruntów, edukacji i reagowania na zagrożenia. To szczególnie ważne w świecie, w którym przyroda jest coraz mocniej pocięta przez infrastrukturę i porządkowana według ludzkiego poczucia estetyki. Dlatego obrączkowanie warto widzieć nie jako ingerencję dla samej ciekawości, lecz jako odpowiedzialną metodę zbierania danych. Dobrze wykonane jest krótkim epizodem w życiu ptaka, a może dostarczyć informacji potrzebnych do ochrony całej populacji.

Poniższe zdjęcia wykonałam podczas spotkania Edwina z pracownikami Międzynarodowego Instytutu Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie. W ramach tego spotkania mieliśmy okazję poznać kulisy jego pracy, a także zaobrączkować 9 pójdźek i 1 uszatkę.